Szlakiem… Lasem… Torfem… Przez bagna…. NA BALIGÓWKĘ!
Chochołów – niepozorna miejscowość położona niedaleko Zakopanego nad rzeką Czarny Dunajec. Ktoś, kto przyjeżdża tam po raz pierwszy, na początku zachwyca się pięknymi widokami gór i zażywa krystalicznie czystego, świeżego, górskiego powietrza. Dopiero później zostaje wtajemniczony w wojskowe oblicze tego miejsca.
15 kwietnia śmiałkowie Koła Naukowego, pod czujnym okiem pana mgr Łukasza Czekaja, wyruszyli na trzydniową wycieczkę do ośrodka „Na Kamieńcu”, będącego obiektem szkoleniowo-wypoczynkowym w miejscowości Chochołów. Drewniane domki i górska aura od razu wpłynęły na pozytywne nastroje!
Pierwszego dnia, właściwie już zbliżającego się wieczoru, po zapoznaniu się z planem działania na kolejne dwa dni, grupa udała się do restauracji „U Śliwy” na kolację, a czas po zachodzie słońca, spędzony wspólnie przy ognisku - do późnych godzin wieczornych ;-) Mniej świadomi nadchodzącego bardzo szybko poranka, nieco dłużej pozwolili sobie pozostać w świetle strzelających iskier z ognia… a godzina czwarta trzydzieści rano zbliżała się „wielkimi krokami!”
O znanej NIE wszystkim porze, bardzo wcześnie rano, cała grupa została podzielona na trzy mniejsze podgrupy. Celem było dojście do podobozu Baligówka, znajdującego się mniej więcej trzynaście kilometrów od obozu głównego w Chochołowie. Trzyosobowe grupy, w odstępach piętnastominutowych, wyruszyły w drogę! W umundurowaniu i z plecakami na plecach do przejścia czekały pola, łąki, bagna, torfowiska, lasy… Nagrodą było uznanie dowodzących całym przedsięwzięciem i własna satysfakcja z pokonanego dystansu! ;-) I najważniejsze: dobra zabawa na trasie!
Grupy na stacji startowej dostały część mapy i kompas, który miał być pomocny w odnalezieniu punktów i dojścia do celu. Wzdłuż Czarnego Dunajca, według posiadanej mapy, każdy z nich miał się znaleźć na moście w miejscowości Koniówka, gdzie czekały zadania, przygotowane przez ratownika medycznego z zakresu pierwszej pomocy przedmedycznej. Po udzieleniu pomocy poszkodowanej osobie i uzyskaniu ilości punktów od sędziego, w dłoniach pojawiła się druga część mapy… Dodać trzeba, że szlak z Chochołowa do Koniówki przebiegał przez ubitą polną drogę, która nie sprawiła mniejszych kłopotów w jej pokonaniu.
Drugi przystanek: Kapliczka. Tutaj na Śmiałków czekało do wykonania logiczne zadanie z liną i z wysokością, gdzie mieściły się dodatkowe wskazówki… oraz kolejna część mapy. Prawdopodobnie ostatnia… Zadanie przebiegło bez mniejszych komplikacji. Każda z grup rozwiązała zagadkę, umiejętnie sprowadziła kopertę z informacjami na dolny poziom i udała się w dalszą podróż do lasu Baligówka. Grupy wybrały różne azymuty, obierając inną drogę tak, aby w ramach rywalizacji szybciej dojść do wyznaczonego miejsca.
Po dwóch godzinach od ostatniego spotkania przy Kapliczce, pojawiła się pierwsza z grup. Zmęczeni, ale w dobrych humorach, zasiedli na ławeczkach przy rozpalonym ognisku. Nie wiedzieli, że to nie koniec czekających ich wyzwań… Rozpalenie ogniska za pomocą krzesiwa oraz ugotowanie wody na ognisku w butelce plastikowej. Teoretycznie jedno i drugie nie do wykonania, w dobie zapalniczek, zapałek, metalowych kubków do gotowania wody, i innych przydanych rzeczy, pomocnych w obecnych czasach w lesie. Aczkolwiek po konsultacjach z doświadczonymi osobami, które pobyt w lesie traktują, jako coś, co jest normalne w świecie, udało się rozpalić ogień, a plastikowa butelka nie uciekła z siłą dymu i wysokiej temperatury, pozwalając aby woda w niej zawrzała!
Druga grupa, która pojawiła się w wyznaczonym na mapie miejscu, po grupie pierwszej równie dobrze poradziła sobie z wykonaniem dwóch czynności z ogniem oraz z wodą. We wrzątku miała się zaparzyć herbata z igieł… Pyyszności! ;-)
Niepokojące spostrzeżenia pojawiły się, kiedy dość długo nie pojawiała się trzecia grupa uczestników… Zabłądzili? Utknęli w pobliskim jeziorku? Przeszli przez granicę słowacką? A może wrócili się do Chochołowa? Pytania nasuwały się różne, ale odpowiedzi nie było.
„Zagubieni” zostali odnalezieni przez grupę poszukiwawczą przy dobrze już znanym punkcie drugim, jakim była kapliczka! Po wstępnych wyjaśnieniach i przeanalizowaniu faktów, okazało się że grupa natrafiła na pole torfowe. A jak wiadomo, pola torfowe wzbogacone w żelazo, uniemożliwiają doskonałe korzystanie z kompasu! „Wojacy” w mundurach postanowili wrócić drogą, którą mniej więcej poznali od Kapliczki ;-) niemniej jednak, zostali uznani za grupę, która pokonuje 3km w 5,5 godziny! Uspokojeni, w lepszych humorach dotarli na miejsce.
W godzinach popołudniowych czas urozmaiciło strzelectwo z karabinków pneumatycznych do tarcz na pobliskiej strzelnicy polowej, paintball, samodzielne upieczenie obiadu na ognisku, a na deser podpłomyki.
Powrotnej, pieszej drogi podjęła się męska załoga. Do wykonania ostatnie zadanie: przynieść do obozu głównego, w plecaku 12-sto kilowe kamienie. Brak wagi, jednoznacznie uniemożliwiał precyzyjne dobranie odpowiednich kamieni, ale sprytem i zapałem udało się przytransportować dwa „kamyczki” ;-)
Zmęczeni, ale szczęśliwi, wieczorem ponownie zasiedliśmy przy ognisku…
Niedziela była ostatnim dniem, który spędzaliśmy w Chochołowie. Dobra kawa, herbata, a na deser… most Pałkiewicza - przeprawa na linie z jednego końca, wydzielonego do tej czynności miejsca, w drugi. Nisko zawieszona nad ziemią lina nie wzbudzała jakichkolwiek przeciwskazań, aby każdy spróbował swoich sił ;-) a uwierzyć warto, że nie było jednak tak łatwo, jak początkowo się wydawało.
Do widzenia Chochołów! Zobaczymy się niebawem! Z sentymentem powrócimy w tamto miejsce. Las, przeprawy, liny, torfowiska, szum Czarnego Dunajca… Baligówka! Tego nie da się zapomnieć. W wesołych nastrojach, z uśmiechem na twarzy każdy, kto spędził wspaniałe trzy dni, ze wspaniałymi ludźmi, będzie miło te dni wspominał! Dobra zabawa - - szeroki uśmiech! ;-)
Justyna Rokitowska
